sobota, 14 stycznia 2012

Jazda próbna

Najpierw było wiele tygodni czekania na skierowanie, potem na wyznaczenie terminu wizyty. Wreszcie udało się – Lia dostała do wypróbowania wózek, którym może sama poruszać i który ma zapewnić jej właściwą pozycję.

Z tym poruszaniem to trochę przesada – żeby wprawić w ruch taki pojazd, Lia potrzebuje naprawdę mocno się postarać. I to też jedynie na gładkiej powierzchni.

Ale co za radość!


Na razie to tylko na tydzień, ale wygląda na to, że jeśli wszystko pójdzie dobrze, Lia będzie mogła dostać taki wózek. Hurra!

czwartek, 20 października 2011

Naidex South 2011

Jedne z największych targów sprzętu dla osób niepełnosprawnych w całym Zjednoczonym Królestwie.

Przymierzamy się do środków lokomocji. Oczywiście o zakupach nie ma mowy, ale zawsze ciekawe jest wiedzieć, co współczesna technologia oferuje niepełnosprawnym dzieciaczkom.

niedziela, 23 stycznia 2011

Bałwan w Taszkencie

Śnieg w Taszkencie pojawił się nagle. Przez pół roku nie spadła tu ani kropla deszczu. Tym większe więc zdziwienie nas ogarnęło, kiedy pewnego niedzielnego poranka budzimy się pośród bieli...

Lia zdziwiona – jest to pierwszy śnieg, jaki widzi. Za to Asia szaleje z radości!



Hurra!

niedziela, 11 października 2009

Winobranie w Dolinie Pankisi

Do Doliny Pankisi jeździło się często.

Kilka wiosek pośród masywu Kaukazu Północnego, połączone z pozostałą częścią Gruzji jedną szosą. Osiedliło się tam kilkadziesiąt rodzin czeczeńskich, w większości uchodźców z czasów drugiej wojny czeczeńskiej. Czeczenia leży ot, zaraz za górami. Dwa dni drogi przez łańcuch Kaukazu Północnego – dzień konno, a kiedy koń już nie pójdzie, drugi dzień pieszo – i zaczyna się Dagestan, a zaraz dalej Czeczenia. Tak samo przez góry jedzie się z Czeczenii do Gruzji – najbliżej będzie właśnie do Doliny Pankisi, zresztą tradycyjnie muzułmańskiej, w odróżnieniu od prawosławnej większości kraju.


To znaczy dawniej tak się podróżowało, teraz linii granicznej strzegą oddziały rosyjskie.

Uchodźcy oczywiście nie są obywatelami Gruzji, a co za tym idzie, nie przysługuje im praktycznie nic – ani opieka medyczna, ani szkoła dla dzieci. Dzieci czeczeńskich zresztą jest dużo, blisko 150.

Biuro UNHCR (Wysokiego Komisarza ONZ do Spraw Uchodźców) od lat stara się pomóc tym rodzinom. Finansuje rosyjskojęzyczne klasy dla dzieci czeczeńskich, utworzyło równoległy system opieki medycznej, otworzyło ośrodek wiejski, uruchomiło zajęcia artystyczne, sportowe, kursy zawodowe dla młodzieży. Są granty na rozwój drobnej przedsiębiorczości: zwykle kilkaset dolarów, czasem trochę więcej, wystarczy tutaj na otwarcie sklepiku czy warsztatu zapewniającego utrzymanie rodzinie.

Jako wolontariusz UNHCR odpowiedzialny za te projekty znałem tych wszystkich ludków – i zawsze byłem pełen podziwu dla ich energii i zapału. Niektóre z tych mini-przedsiębiorstw bowiem rozwijają się naprawdę fantastycznie. Taki Anzor na przykład uruchomił znakomicie prosperujący warsztat stolarski, a później też produkujący okna z PCV, zatrudniając czterech innych uchodźców. Ramzan z kolei wyspecjalizował się w pszczelarstwie – zajęciu bardzo dochodowym w Gruzji, gdzie czysty miód górski ceniony jest jako lekarstwo.