niedziela, 27 kwietnia 2014

Zabajka

O Zabajce dawno już słyszeliśmy, że jest wspaniała, że dzieci ćwiczą, że terapeuci mają super pomysły i podejście do dzieci. Wreszcie pojechaliśmy! Ostatnie dwa tygodnie były tyleż wyczekiwane, co bardzo wyczerpujące. Na turnus w Zabajce 2 zapisaliśmy się tak jak trzeba, ponad pół roku wcześniej. Mimo wielu zawirowań udało się nam dojechać, Lia pomyślnie przeszła kwalifikacje – i zaraz następnego dnia rozpoczęła intensywny dwutygodniowy program ćwiczeń.

Dni w Zabajce zaczynały się wcześnie i nie zostawiały czasu na nudę albo choćby małe poleniuchowanie. O 7:30 było już śniadanie, a od ósmej zaczynały się ćwiczenia. Lia trochę mamrotała z początku, ale poranne zajęcia w basenie nastrajały ją pozytywnie i pracowała wytrwale.


Półgodzinne sesje ciągnęły się niemal bez przerwy do popołudnia, a często i wieczora. Najbardziej nas ucieszyło, że program zajęć był ułożony wprost idealnie do potrzeb i możliwości Lii. Po intensywnych ćwiczeniach była chwila wytchnienia na masażu albo terapii zajęciowej, a potem znowu coś bardziej wymagającego.

Tak Lia ćwiczyła na kinezyterapii:



Lia bardzo polubiła też konika Leona, weterana hipoterapii, Codziennie dosiadała go pod czujnym okiem wujka Błażeja. Przejażdżka wygląda może relaksująco, dla Lii jednak utrzymać się pół godziny na koniu to naprawdę trudne zadanie. Naprzemienny chód konia stymuluje do pracy właśnie te mięśnie, które i nam są potrzebne do chodzenia:


Genialnym urządzeniem jest niemiecki Galileo, gdzie wibrująca płyta wzmacnia mięśnie nóg. Ćwiczenie może do najprzyjemniejszych nie należało, ale od czego był telewizor w kącie sali?


Obok był rotor, gdzie można pedałować samodzielnie albo z pomocą silnika. Któregoś dnia Lia „przejechała” tak prawie pół kilometra!


Tak samo dzielnie pedałowała na szwajcarskim Gigerze:


W literaturze naukowej pojawiło się ostatnio trochę zachęcających opisów stymulacji magnetycznej w rehabilitacji dzieci. W Zabajce codziennie używaliśmy specjalnego biomagnesu:


Wujek Łukasz dbał o kondycję liankowych rączek. Bo ręce oprócz wielu innych rzeczy potrzebne są przecież do… chodzenia. Było więc sporo niezbędnych wózkowych umiejętności, na przykład jak najlepiej poradzić sobie z rampą i z krawężnikiem:


Wujek Tomek wyganiał skoliozę, która jest właściwie nieunikniona w zaniku mięśni. Ale można przecież robić tyle rzeczy, by utrzymać plecki prosto najdłużej, jak tylko to możliwe. Jak najdłużej unikając gorsetu ortopedycznego i operacji. Trzeba jednak korygować regularnie ustawienie kręgosłupa. I oczywiście ćwiczyć :)


Najukochańszą częścią programu była jednak zabawa z alpakami, słodkimi zwierzakami z dalekich Andów, których para od niedawna mieszka w Zabajce:


Lia dała z siebie naprawdę dużo, a fantastyczny zespół terapeutów wycisnął z niej jeszcze więcej. Pod koniec turnusu z pomocą cioci Krysi udała się nawet taka sztuka:

 

Ogromnie się cieszymy, że udało się zabrać Lię do Zabajki na dwa tygodnie intensywnej rehabilitacji. Widzimy bardzo wyraźnie, że się wzmocniła i nabrała ochoty do ćwiczeń. Mamy nadzieję, że Wasze odpisy 1% w przyszłym roku również pozwolą na kolejny taki turnus. Dziękujemy!

Oto świetne podsumowanie pobytu:

Skomentuj: