wtorek, 2 lipca 2013

Panthera

Kiedy tata biegał wokół Konferencji, Lia testowała różnoraki sprzęt, który przywiozła Fundacja Aktywnej Rehabilitacji. W szczególności przypadł jej do gustu malutki, leciutki wózeczek Panthera Mini. W porównaniu z czołgowatym Invacare, którym dotychczas jeździła, czterokilogramowa Panthera była niesamowita: można było się rozpędzać, skręcać, przejeżdżać progi, kręcić piruety...

Wkrótce na jednym z portali aukcyjnych udało nam się wypatrzeć dobrze wysłużoną Pantherę – wprawdzie był to troszkę większy model, ale myślenie perspektywiczne wzięło górę. Przez pięć lat rozjeżdżał ją chłopiec, ponoć nie najlżejszy, więc wymagała konkretnego remontu. Opony były zdarte, farba gdzieniegdzie odpadała płatami, zaczęła wdawać się rdza, podnóżek był pogięty, hamulce poodginane...

Panterka trafiła więc do warsztatu do Pana Magika, a dzisiaj się okazało, że już jest odremontowana.

Niesamowite, teraz wygląda jak nowa! Lia jak wsiadła, to przez godzinę nie dała się wyjąć. Kręciła piruety, ścigała się z Panem Magikiem po całym sklepie (bo Pan Magik też jeździ na wózku), chciała wyjeżdżać na ulicę...

Nareszcie wózek bez składania mieścił się do bagażnika naszego Citroena. I to razem z Koalą!


Lia teraz używa go na co dzień, a my tak sobie myślimy: ileż to radości, kiedy dziecko ma poczucie niezależności! Wózek elektryczny to fajna rzecz, ale póki można, poruszanie się siłą własnych mięśni jest genialne.

Dziękujemy Wam, że zapisując Lii 1% pomogliście kupić i wyremontować ten wózek!

Skomentuj: